Siedzisz obok mnie i milczysz
I jak ksiądz z kropidłem
Zobacz, całą kartkę oznakowałaś
Nie patrzysz na mnie ani nie dotykasz
Jesteś tu a czuję jakbyś odleciała
Siedzisz obok mnie i milczysz
I jak lampart polarny
Złapałaś moją gitarę i potraktowałaś
Nie szlochasz ani nie oddychasz głośno
Zerkam kontem oka i widzę zbyt wiele
Siedzisz obok mnie i milczysz
Zaraz wstaniesz i odejdziesz
Nie odwrócisz się na pięcie, nie pożegnasz
ale wiem, że i tak znów przyjdziesz
Siedziałaś obok mnie i milczałaś
Krótką chwilę temu jeszcze Cię tu miałam
Nic nie naruszyłaś, prócz mojej godności
Trochę zobojętniałam
Stygnę
Nie jedno twe imię - Złości, Niepewności, Goryczy
Moja dusza o wolność krzyczy
więc jak już przyjdziesz zdejmij kaganiec, puść ze smyczy
Zjedz ze mną obiad a nawet napij się herbaty
Daj potłuc talerze, wybić szybę, znasz się na tym
Niech me oczy zapłakane ujrzą Cię zupełnie
Niech godność ucierpi dostatecznie
Gdy przyjdzie mama by dać karę
Powiem, że to ona, ona mnie namówiła a teraz uciekła, uwierz mi, przecież nie kłamię
...
kocham ...
OdpowiedzUsuń